... jest nieznośna.
Nic nie spełnia jej oczekiwań.
Grymasi i lamentuje
nad własną niedopasowaną do kroju sukien figurą.
Każda falbana zdradza jakiś mankament.
Żaden gorset nie jest dla niej wystarczająco ciasny,
by ukryć fałdy i wybrzuszenia.
Życie z wybierającą panną młodą jest ciężkie.
Potrafi wybuchnąć płaczem w dowolnym momencie,
zadręcza wszystkich opowieściami o cekinach
i wymaga od biednego narzeczonego,
aby wiedział jaki kolor kryje się pod nazwą
ekri...
Z Dorotą na szczęście tak źle nie było.
Choć niektóre objawy się jakby sprawdziły...
Nie mniej jednak odyseja po sklepach i salonach
dostarczyła wiele frajdy
i raczej zbyt dużego niż małego wyboru.
Sytuacja prawdziwie teatralna, możliwość stania się rosyjską baletnicą, lub nimfiastą rybą to niemal fajniejsze niż sama konieczność decyzji.
Równie fajne dialogi i podsłuchane komentarze ze ślubnosalonowej garderoby.
- Dla pani proponuję takie falbany - pani taka młodziutka, trzeba to nieco zamaskować...
- Tu wyjątkowo długi tren, krzyk mody, jeśli mało gości tańczy na weselu to takim trenem można zatuszować, że jest pusty parkiet.
- Ta sukienka przypomina model, jaki w 1995 roku miała na sobie Księżna Diana. oczywiście to nie znaczy, że jak ją pani założy to skończy pani podobnie.
- Suknia z odpinanym dołem - idealna, na ślub w stylu królewskim, na noc poślubną - w pielęgniarskim.
Przedarłszy się przez rady, żurnale i własne niezdecydowanie, udało się:
suknia jest! Jaka? Faaaaaajna!
A Paweł? Paweł wybrał i kupił garnitur łącznie w jakieś... 3 godziny;)
sobota, 19 lutego 2011
poniedziałek, 14 lutego 2011
tydzień temu: Rodzice-Konfrontacja.
Paweł: Dwie osoby. I dwa światy. Z dwóch domów, dwóch mikro-światów. Nadchodzi moment połączenia. Synteza dwóch zupełnie różnych atomów. Ważniejsze od pytania “Co wyjdzie jako efekt tej syntezy?” jest pytanie “Jak ona przebiega?”.
Jest procesem - który można pozostawić samemu sobie. Jak sól rozpuszczana w wodzie (i na przykład tylko mieszać). Ale - można tez starać się świadomie angażować w przebieg reakcji. Być świadomymi chemii i zapanować nad chemią. Albo nie całkiem chcieć nad nią panować;)
Połączenie dwóch światów - przyszłego męża i żony - to również poznanie się ich rodziców. Kurtuazja i ciepłe słowa powoli, poprzez zdziwienie, emocjonalne pobudzenie, zaangażowanie w szczęście swoich dzieci, przekuwające się w zupełnie nową relację. Trójstronną.
Tworzy się nowy układ, nowe zależności pomiędzy jego elementami. Tka się tkanka społeczna. A dla nas diametralnie zmienia się rzeczywistość.
Kto inny dowodzi, kto inny jest najważniejszą relacją. Stajemy się równoprawnymi partnerami wobec naszych rodziców, bo sami wchodzimy w relację analogiczną do tej, w jakiej oni funkcjonują od dawna.
Dorota: Czy spotkania rodzinne muszą być męczarnią a sztywne konwenanse koniecznie zabierać radość z bliskich relacji?
Wydaje się, że niezależnie od naszych wcześniejszych wyobrażeń, niechęci do przesiadywania przy stole i rodzinnych ceremoniałów, obaw podsycanych pikantnymi opowieściami znajomych o scysjach z rodzicami w trakcie przygotowań ślubnych i popularności dowcipów o teściowej… MOŻE BYĆ INACZEJ.
Było inaczej!
Ku zdziwieniu i pewnej konsternacji naszych rodziców nie w gościnie u jednych lub drugich lecz w miłej włoskiej knajpce – doszło do pierwszego spotkania.
Jesteśmy mile zaskoczeni wzajemną otwartością, zaufaniem i sympatią. Poznajemy naszych rodziców od innej strony i z pobłażliwym zadowoleniem łowimy ich rozanielone spojrzenia zawieszone na nas.
Uczymy się tego, że warto mieć dobre oczekiwania i że różne przedślubne okoliczności mogą być dla nas miłą niespodzianką, błogosławieństwem i okazją do przezywania ważnych rzeczy i budowania głębokich relacji.
Nie obyło się bez wspominania, perorowania, ochów i achów ale taki już urok naszych rodziców! Cieszymy się, że jesteście!
Jest procesem - który można pozostawić samemu sobie. Jak sól rozpuszczana w wodzie (i na przykład tylko mieszać). Ale - można tez starać się świadomie angażować w przebieg reakcji. Być świadomymi chemii i zapanować nad chemią. Albo nie całkiem chcieć nad nią panować;)
Połączenie dwóch światów - przyszłego męża i żony - to również poznanie się ich rodziców. Kurtuazja i ciepłe słowa powoli, poprzez zdziwienie, emocjonalne pobudzenie, zaangażowanie w szczęście swoich dzieci, przekuwające się w zupełnie nową relację. Trójstronną.
Tworzy się nowy układ, nowe zależności pomiędzy jego elementami. Tka się tkanka społeczna. A dla nas diametralnie zmienia się rzeczywistość.
Kto inny dowodzi, kto inny jest najważniejszą relacją. Stajemy się równoprawnymi partnerami wobec naszych rodziców, bo sami wchodzimy w relację analogiczną do tej, w jakiej oni funkcjonują od dawna.
Dorota: Czy spotkania rodzinne muszą być męczarnią a sztywne konwenanse koniecznie zabierać radość z bliskich relacji?
Wydaje się, że niezależnie od naszych wcześniejszych wyobrażeń, niechęci do przesiadywania przy stole i rodzinnych ceremoniałów, obaw podsycanych pikantnymi opowieściami znajomych o scysjach z rodzicami w trakcie przygotowań ślubnych i popularności dowcipów o teściowej… MOŻE BYĆ INACZEJ.
Było inaczej!
Ku zdziwieniu i pewnej konsternacji naszych rodziców nie w gościnie u jednych lub drugich lecz w miłej włoskiej knajpce – doszło do pierwszego spotkania.
Jesteśmy mile zaskoczeni wzajemną otwartością, zaufaniem i sympatią. Poznajemy naszych rodziców od innej strony i z pobłażliwym zadowoleniem łowimy ich rozanielone spojrzenia zawieszone na nas.
Uczymy się tego, że warto mieć dobre oczekiwania i że różne przedślubne okoliczności mogą być dla nas miłą niespodzianką, błogosławieństwem i okazją do przezywania ważnych rzeczy i budowania głębokich relacji.
Nie obyło się bez wspominania, perorowania, ochów i achów ale taki już urok naszych rodziców! Cieszymy się, że jesteście!
czwartek, 3 lutego 2011
Newsy Początku Lutego!
Koniec stycznia.
Rozjechaliśmy się: Dorota do Szwecji a Paweł do Łodzi!
Każde z nas przywiozło garść inspiracji, odkryć i nowości.
Jedną z nich, przywiezioną ze Szwecji jest to, że...
Mamy Wspaniałą Świadkową!
Początki przyjaźni nie były najłatwiejsze. Ale teraz - jest naprawdę pięknie:)
A przecież - jak prawi wieszcz - nie liczy się to jak się zaczyna a to, jak się kończy. Najlepsze jeszcze przed nami!
Dziękujemy Ola, że z nami będziesz 25 czerwca 2011!
Rozjechaliśmy się: Dorota do Szwecji a Paweł do Łodzi!
Każde z nas przywiozło garść inspiracji, odkryć i nowości.
Jedną z nich, przywiezioną ze Szwecji jest to, że...
Mamy Wspaniałą Świadkową!
Początki przyjaźni nie były najłatwiejsze. Ale teraz - jest naprawdę pięknie:)
A przecież - jak prawi wieszcz - nie liczy się to jak się zaczyna a to, jak się kończy. Najlepsze jeszcze przed nami!
Dziękujemy Ola, że z nami będziesz 25 czerwca 2011!
poniedziałek, 24 stycznia 2011
kierunek: Italia!
Język, w którym po raz pierwszy porozmawialiśmy;)
Kraj, w którym wiele się dla nas zaczęło.
Miasta, w których nawet mury i napisy na nich jakoś przyjaźniejsze!
Tam będziemy... Już w lipcu!
poniedziałek, 17 stycznia 2011
Targi ślubne
Weszliśmy do jaskini lwa!
Od wejścia zostajemy oblepieni, zarzuceni i nakarmieni ulotkami.
Ślubno-weselna machina wśród różowo-plastikowych falban zapewnia, że potrzebujemy właśnie jej usług i produktów, aby być szczęśliwi w Tym-Najważniejszym-Dniu.
Konsultant ślubny udzieli porady jak sprawić, by znajomi skręcili się z zazdrości.
Czekoladki w jedwabnych woreczkach - niezbędne, by podziękować gościom - zostaną zaprojektowane specjalnie dla nas. Możemy mieć słodkości ze swoimi podobiznami, z wygrawerowanymi imionami, a nawet - czekoladki w kształcie nas samych. Takie ślubne czekoladowe mikołaje;)
Robimy wesele? Nie może się obyć bez cekinów na obrusie i plastikowych rur-wazonów ze sztucznymi rybami i wodorostami.
Nowa Droga Życia usłana jest świecącym dywanem, obsypana konfetti, które wpada do uszu, gardła, nosa i powoduje odruch wymiotny. Po Nowej Drodze Życia trzeba poruszać się jak modelka - z wypiętymi biodrami, uszminkowanym, sztucznym uśmiechem i krokiem na widok którego boli kręgosłup.
Mami nas nierzeczywistość gotowych rozwiązań, spełnionych mrzonek, obiadów zastaw-się-a-postaw-się.
Pomimo wysiłków nie możemy odszukać stoiska, na którym oferują Wierność-Gdy-Będzie-Ciężko, Wzajemne Zrozumienie, Dojrzałość-w-Relacji, Dystans-do-Siebie-Połączony-z-Umiejętnoscią-Słuchania.
No jasne - tego raczej tu nie zamówimy. Na targach ślubnych nikt takimi głupotami i niepotrzebnymi dodatkami się nie zajmuje. Tu chodzi o poważne sprawy: falbany, pióra, wydłużane rzęsy, limuzynę nie krótszą niż 5 metrów. I o poczucie wyjątkowości oraz oryginalności, które tak bardzo odróżnią ten dzień od innych.
A co, jeśli my wcale nie chcemy, by on się różnił? Trochę nam niezręcznie, że jesteśmy zadowoleni ze swojego życia i z tych miejsc, do których chodzimy na codzień, z tych ludzi, których mamy zazwyczaj blisko siebie i z tego braku wystarczająco długich rzęs oraz wystarczająco długich samochodów?
Chcemy powiedzieć sobie tak wtedy, gdy wiemy, że można powiedzieć nie.
A na targach i tak powiedzieliśmy tak na jednym ze stoisk. Ale o tym dowiecie się później:)
Od wejścia zostajemy oblepieni, zarzuceni i nakarmieni ulotkami.
Ślubno-weselna machina wśród różowo-plastikowych falban zapewnia, że potrzebujemy właśnie jej usług i produktów, aby być szczęśliwi w Tym-Najważniejszym-Dniu.
Konsultant ślubny udzieli porady jak sprawić, by znajomi skręcili się z zazdrości.
Czekoladki w jedwabnych woreczkach - niezbędne, by podziękować gościom - zostaną zaprojektowane specjalnie dla nas. Możemy mieć słodkości ze swoimi podobiznami, z wygrawerowanymi imionami, a nawet - czekoladki w kształcie nas samych. Takie ślubne czekoladowe mikołaje;)
Robimy wesele? Nie może się obyć bez cekinów na obrusie i plastikowych rur-wazonów ze sztucznymi rybami i wodorostami.
Nowa Droga Życia usłana jest świecącym dywanem, obsypana konfetti, które wpada do uszu, gardła, nosa i powoduje odruch wymiotny. Po Nowej Drodze Życia trzeba poruszać się jak modelka - z wypiętymi biodrami, uszminkowanym, sztucznym uśmiechem i krokiem na widok którego boli kręgosłup.
Mami nas nierzeczywistość gotowych rozwiązań, spełnionych mrzonek, obiadów zastaw-się-a-postaw-się.
Pomimo wysiłków nie możemy odszukać stoiska, na którym oferują Wierność-Gdy-Będzie-Ciężko, Wzajemne Zrozumienie, Dojrzałość-w-Relacji, Dystans-do-Siebie-Połączony-z-Umiejętnoscią-Słuchania.
No jasne - tego raczej tu nie zamówimy. Na targach ślubnych nikt takimi głupotami i niepotrzebnymi dodatkami się nie zajmuje. Tu chodzi o poważne sprawy: falbany, pióra, wydłużane rzęsy, limuzynę nie krótszą niż 5 metrów. I o poczucie wyjątkowości oraz oryginalności, które tak bardzo odróżnią ten dzień od innych.
A co, jeśli my wcale nie chcemy, by on się różnił? Trochę nam niezręcznie, że jesteśmy zadowoleni ze swojego życia i z tych miejsc, do których chodzimy na codzień, z tych ludzi, których mamy zazwyczaj blisko siebie i z tego braku wystarczająco długich rzęs oraz wystarczająco długich samochodów?
Chcemy powiedzieć sobie tak wtedy, gdy wiemy, że można powiedzieć nie.
A na targach i tak powiedzieliśmy tak na jednym ze stoisk. Ale o tym dowiecie się później:)
środa, 12 stycznia 2011
sobota, 8 stycznia 2011
Jest coś Na-rzeczy
Czy to było w Święta? Nie.
Czy to było w Sylwestra? Nie.
Czy było zimno? Tak.
Czy powiedziała tak? Tak!
28 grudnia 2010
Subskrybuj:
Posty (Atom)






